piątek, 2 maja 2014
Nowe opowiadanie!
Witajcie po długiej przerwie! Wracam, po egzaminach, z głową pełną pomysłów i zaczynam pisać nowe opowiadanie. Nie pojawi się w najbliższym czasie, bo dopiero je piszę, ale na pewno podam linka do bloga :) Pozdrawiam!
http://niewyrazny-swiat.blogspot.com/#
środa, 2 października 2013
Przeczytacie coś nowego? :)
Właśnie piszę nowe opowiadanie, tym razem z Grześkiem Boćkiem w roli głównej :) Myślę, że za jakiś miesiąc będę wrzucać pierwsze posty. Oczywiście stworzę nowego bloga, a linka podam Wam w najbliższym czasie. Wchodzicie w to?? :D
Nadzieja umiera ostatnia...
Nadzieja umiera ostatnia...
środa, 25 września 2013
Dumni po zwycięstwie, wierni po porażce!
Chcę tylko oznajmić, że wczorajszy mecz, był jednym z najlepszych, jakie widziałam w wykonaniu naszej reprezentacji, a widziałam ich trochę więcej niż dużo. Jak dla mnie, to nasi chłopcy wygrali ten mecz i dla mnie są zwycięzcami ME. Bartek Kurek ogromnie zaimponował mi swoją wypowiedzią na koniec, mówiąc, że bierze winę na siebie. Tao ostatnia akcja nie była jego winą i nie powinien tak tego przeżywać, chociaż to musiał być dla niego potworny ból. Wierzę, że w przyszłym sezonie reprezentacyjnym udowodnimy, że jesteśmy najlepszą drużyną na świecie. Jako wierny kibic, bardzo dziękuję im za determinację i walkę.
wtorek, 24 września 2013
ME!
Cześć dziewoje! Piszę do Was, bo chcę się dowiedzieć, co myślicie o ostatnich meczach! Nie wiem, jak Wy, ale ja modlę się, żeby Fabian wyszedł dzisiaj na rozegranie. Drzyzga gra świetną kombinacyjną siatkówkę i jeśli będzie grać tak, jak z Słowakami, to mamy ogromne szanse! Nasz kochany Dziku lata na boisku, a nie biega, więc chyba nie muszę więcej nic mówić :) Do meczu i POWODZENIA CHŁOPAKI! :)
poniedziałek, 9 września 2013
Pojawił się I rozdział!
Na moim nowym blogu pojawił się pierwszy rozdział. Kolejne będą znacznie dłuższe :)
http://w-obliczu-smierci.blogspot.com/
http://w-obliczu-smierci.blogspot.com/
niedziela, 1 września 2013
Epilog
2 lata
później…
Właśnie stoję przed drzwiami Ergo
Areny, na której reprezentacja USA ma się zmierzyć z moimi rodakami w
towarzyskim sparingu, który i tak wywołuje u wiernych kibiców niemałe emocje.
Na jednym policzku mam namalowaną polską flagę, a na drugim, jako żona
Amerykańskiego przyjmującego, oczywiście flagę Stanów Zjednoczonych, którą
bardzo trudno było namalować, a szczególnie gwiazdki. Widzę, jak z drugiej
strony hali wchodzą Amerykanie. Puszczam całusa na szczęście Matt’owi i wchodzę
do środka. Po chwili siedzę już w sektorze VIP’ów w koszulce Bartka Kurka, czym
trochę rozzłościłam Andersona, ale zrobiłam to oczywiście specjalnie. Wiem, że
znają się doskonale i często miałam okazję z tym zawodnikiem pogadać. Zaczyna
się mecz. Po cichu cieszę się, że pierwsze punkty zdobywają Polacy, jednak i
tak pierwszy set należał do ich przeciwników. Dwa kolejne stały się łupem
Polski, a czwarty znów dla USA. Śmiałam się jak dziecko, wywołując zdziwienie
innych ludzi, kiedy na tablicy w piątym secie ukazał się wynik 15:15. Wtedy
miałam poważny dylemat komu kibicować. Na zagrywkę wszedł Kuraś i posłał ostrą
zagrywkę w Matt’a, która była wręcz nie do odebrania. Piłka meczowa dla
Polaków. Kolejna zagrywka, tym razem w prawy róg boiska. As! – krzyczą kibice,
jednak ja wyraźnie widzę, ze piłka ląduje kilka milimetrów za linią. Amerykanie
wzięli wideo weryfikację. Out. Gramy dalej. Na zagrywce Matt. Nie trudno było
się domyślić w kogo wycelował. Bartek precyzyjnie dograł do Drzyzgi, który
sprytnie kiwnął w trzeci metr. Znowu match-ball dla naszych. Kolejna petarda do
odebrania w prezencie dla Andersona. Przyjął gdzieś na siatkę, lecz nie ma to
jak mieć na rozegraniu Kevina Hansen’a, który jedną ręką perfekcyjnie wystawił
do Holmes’a na środek. Krótka w piątą strefę i pierwsza piłka meczowa dla USA.
Pokręciłam z zadowoleniem głową i patrzyłam jak toczy się kolejna akcja.
Zatorski do Drzyzgi, a Fabian na prawy atak do Jarosza, który chyba pierwszy
raz w swojej karierze został zablokowany pojedynczym blokiem Andersona. Wolałam
nie skakać z radości przy polskim klubie kibica, w obawie o własne życie.
Jednak Paweł nie śpi w obronie. Piłka dalej w grze. Jeszcze raz rozegranie do
Jarskiego, który tym razem akcję skończył. I dalej remis. Walka punkt za punkt.
Zmiana u Polaków. Na zagrywce Ruciak. „O, to się kochanie pomęczysz”
pomyślałam, widząc przerażoną minę męża. As! Roześmiałam się. A potem… „Kolejny
as serwisowy, Polacy wygrywają 3:2 z reprezentacją Stanów Zjednoczonych”
usłyszałam głos komentatora. Poczułam się jak na lidze światowej. Siatkarze
rozdali parę autografów i po chwili naszą starą paczką, czyli Matt, Kurek,
Żygadło i ja staliśmy przed autokarem.
- Ostatni
raz takie numery… - Matt pogroził Kurkowi palcem.
- Zobaczymy.
– roześmiał się.
– A tak w
ogóle to coś ty taka ucieszona i co masz na lewym policzku? – wskazał na moją
twarz, a chłopaki, poza Andersonem wybuchli śmiechem.
- Nie
zapominaj Matt, że twoja żona jest dalej polskim kibicem. – Łukasz położył mi
rękę na ramieniu.
Tak kończy się moja historia, aż czasem chciałoby się ten
czas zatrzymać i powiedzieć „A teraz
zaczekaj”.
I w końcu Epilog. Nie spodziewałam
się, że to opowiadanie tak Wam się spodoba. Dziękuję, że czytałyście i
wytrwałyście z moimi grymasami :) Mam nadzieję, że kolejne opowiadanie też przypadnie Wam do gustu,
chociaż już nie będzie o siatkówce, chociaż nie mówię, że o tym sporcie było to
moje ostatnie :) Jeszcze raz Wam dziękuję! :) Mała zmiana planów! I rozdział na nowym blogu prawdopodobnie nie pojawi się jutro. Przepraszam Was, za to, ale wystąpiły "małe" komplikacje.
piątek, 30 sierpnia 2013
Rozdział 16
9 miesięcy później…
Doszły mnie słuchy, że Irma urodziła
zdrowego chłopca. Z jednej strony cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło,
a z drugiej dalej jestem zawiedziona. Wszystko zaczęło się układać w logiczną
całość, kiedy pewnego dnia usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć, a w
drzwiach ujrzałam osobę, której nigdy w życiu bym się nie spodziewała. W progu
stał Ivan i paskudnie się do mnie uśmiechał.
- Witaj! –
powiedział szczerząc się niemiłosiernie.
- Czego
chcesz? Przecież nie przeteleportowałeś się tutaj, żeby mnie zobaczyć.
- Może nie,
ale masz coś co należy do mnie. – zaczynałam się coraz bardziej bać.
- Niby co? –
spytałam.
- Cały rok
byłaś zajęta, a z tego co wiem już nie jesteś. – wszedł do mieszkania.
- I co w
związku z tym? – cofnęłam się do tyłu.
- Może
wróciłabyś do Kazania. Do mnie. – schował ręce do kieszeni opierając się o ramę
drzwi.
- Do ciebie?
Wybacz, ale nie pasujemy do siebie. – uniosłam ręce w geście protestu,
natomiast on wyciągnął z kieszeni nóż. Moja mina mówiła sama za siebie.
Zatrzasnął drzwi i podszedł bliżej. Nie pozostało mi nic innego jak zamknąć się
w jednym z pokoi. Szukanie kluczy nie było teraz dobrym pomysłem, gdyż moje
ręce trzęsły się cały czas.
Z perspektywy Matt’a…
Miałem dosyć takiego życia. Życia
bez niej. Powiedziałem trenerowi, że wyjeżdżam w bardzo ważnej sprawie na dwa
dni. Ponieważ nigdy nie rezygnowałem z treningów, jak najbardziej się zgodził.
Teraz byłem już na lotnisku w Wołgogradzie i szukałem na mapie ulicy, na której
mieszkała Monika. Nie miała pojęcia, że przyjeżdżam. Miałem przy sobie dokument,
który był dowodem na to, że mały Martin nie jest moim synem. Nie mogłem pojąć,
że Irma cały czas nas oszukiwała, a szczególnie Monikę i Jurija.
Okazało się, że osiedle na którym
mieszkała moja piłkarka było całkiem niedaleko. Dotarłem tam pieszo. Pokonałem
kilka schodków i znalazłem się pod mieszkaniem Moniki. Od początku czułem, że
coś jest nie tak. Usłyszałem krzyk, a potem ciszę. Wpadłem przez drzwi, a to co
tam zobaczyłem zmroziło mi krew w żyłach.
A Monika…
- Proszę
porozmawiajmy spokojnie. – motałam się.
- Przed
chwilą nie chciałaś rozmawiać. – złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie, a
ja zamarłam. – Popatrz, tym nożem mogę wydłubać twoje śliczne oczka, a potem
odciąć paluszki. – wtedy wiedziałam, że to psychopata. Postanowiłam trochę z
nim ponegocjować.
- Co
będziesz z tego miał? – spytałam roztrzęsionym głosem.
- Zabawę. –
roześmiał się.
- Nie masz
innych pomysłów? – napomknęłam błyskotliwie, na co on parsknął jeszcze
głośniej.
- Wiesz, że
mam. – poruszył brwiami i zbliżył się jeszcze bardziej, łapiąc mnie tym razem
za plecy, a drugą ręką trzymającą nóż sięgnął do tylnej strony mojej szyi.
Odruchowo krzyknęłam, czym rozzłościłam Ivana. Poczułam, jak po moim karku
spływa krew. Zacisnęłam zęby i starałam się to wytrzymać.
- Zamknij
się, bo już nigdy nie zobaczysz Ani Matt’a, ani Irmy, ani naszego synka. – powiedział.
- Słucham?!
– zaczynałam rozumieć. – Martin… To twój syn? Dziecko Irmy… - z jednej strony
skakałam z radości, a z drugiej płakałam z własnej głupoty. Czemu nie
uwierzyłam Matt’owi. Zdawałam sprawę, że jeśli nic nie zrobię, to nie zdążę go
już nigdy przeprosić. W tej samej chwili drzwi do mieszkania gwałtownie się
otworzyły, a w progu stanął Anderson. Ivan popchnął mnie i upadłam, wyrywając z
jego ręki nóż. Usłyszałam wiązankę przekleństw, która poprzedziła dwa potężne
ciosy, które Matt wymierzył napastnikowi. Kilkanaście minut później zjawiła się
policja, a ja siedziałam bezpieczna, wtulona w ramiona mojego bohatera.
Opis jak z dobrej komedii
romantycznej, ale coś mnie podkusiło, żeby trochę zironizować ostatnie zdania J W niedzielę epilog, a w poniedziałek I rozdział „W obliczu śmierci…”.
Pozdrawiam J
Subskrybuj:
Posty (Atom)