wtorek, 24 września 2013
ME!
Cześć dziewoje! Piszę do Was, bo chcę się dowiedzieć, co myślicie o ostatnich meczach! Nie wiem, jak Wy, ale ja modlę się, żeby Fabian wyszedł dzisiaj na rozegranie. Drzyzga gra świetną kombinacyjną siatkówkę i jeśli będzie grać tak, jak z Słowakami, to mamy ogromne szanse! Nasz kochany Dziku lata na boisku, a nie biega, więc chyba nie muszę więcej nic mówić :) Do meczu i POWODZENIA CHŁOPAKI! :)
poniedziałek, 9 września 2013
Pojawił się I rozdział!
Na moim nowym blogu pojawił się pierwszy rozdział. Kolejne będą znacznie dłuższe :)
http://w-obliczu-smierci.blogspot.com/
http://w-obliczu-smierci.blogspot.com/
niedziela, 1 września 2013
Epilog
2 lata
później…
Właśnie stoję przed drzwiami Ergo
Areny, na której reprezentacja USA ma się zmierzyć z moimi rodakami w
towarzyskim sparingu, który i tak wywołuje u wiernych kibiców niemałe emocje.
Na jednym policzku mam namalowaną polską flagę, a na drugim, jako żona
Amerykańskiego przyjmującego, oczywiście flagę Stanów Zjednoczonych, którą
bardzo trudno było namalować, a szczególnie gwiazdki. Widzę, jak z drugiej
strony hali wchodzą Amerykanie. Puszczam całusa na szczęście Matt’owi i wchodzę
do środka. Po chwili siedzę już w sektorze VIP’ów w koszulce Bartka Kurka, czym
trochę rozzłościłam Andersona, ale zrobiłam to oczywiście specjalnie. Wiem, że
znają się doskonale i często miałam okazję z tym zawodnikiem pogadać. Zaczyna
się mecz. Po cichu cieszę się, że pierwsze punkty zdobywają Polacy, jednak i
tak pierwszy set należał do ich przeciwników. Dwa kolejne stały się łupem
Polski, a czwarty znów dla USA. Śmiałam się jak dziecko, wywołując zdziwienie
innych ludzi, kiedy na tablicy w piątym secie ukazał się wynik 15:15. Wtedy
miałam poważny dylemat komu kibicować. Na zagrywkę wszedł Kuraś i posłał ostrą
zagrywkę w Matt’a, która była wręcz nie do odebrania. Piłka meczowa dla
Polaków. Kolejna zagrywka, tym razem w prawy róg boiska. As! – krzyczą kibice,
jednak ja wyraźnie widzę, ze piłka ląduje kilka milimetrów za linią. Amerykanie
wzięli wideo weryfikację. Out. Gramy dalej. Na zagrywce Matt. Nie trudno było
się domyślić w kogo wycelował. Bartek precyzyjnie dograł do Drzyzgi, który
sprytnie kiwnął w trzeci metr. Znowu match-ball dla naszych. Kolejna petarda do
odebrania w prezencie dla Andersona. Przyjął gdzieś na siatkę, lecz nie ma to
jak mieć na rozegraniu Kevina Hansen’a, który jedną ręką perfekcyjnie wystawił
do Holmes’a na środek. Krótka w piątą strefę i pierwsza piłka meczowa dla USA.
Pokręciłam z zadowoleniem głową i patrzyłam jak toczy się kolejna akcja.
Zatorski do Drzyzgi, a Fabian na prawy atak do Jarosza, który chyba pierwszy
raz w swojej karierze został zablokowany pojedynczym blokiem Andersona. Wolałam
nie skakać z radości przy polskim klubie kibica, w obawie o własne życie.
Jednak Paweł nie śpi w obronie. Piłka dalej w grze. Jeszcze raz rozegranie do
Jarskiego, który tym razem akcję skończył. I dalej remis. Walka punkt za punkt.
Zmiana u Polaków. Na zagrywce Ruciak. „O, to się kochanie pomęczysz”
pomyślałam, widząc przerażoną minę męża. As! Roześmiałam się. A potem… „Kolejny
as serwisowy, Polacy wygrywają 3:2 z reprezentacją Stanów Zjednoczonych”
usłyszałam głos komentatora. Poczułam się jak na lidze światowej. Siatkarze
rozdali parę autografów i po chwili naszą starą paczką, czyli Matt, Kurek,
Żygadło i ja staliśmy przed autokarem.
- Ostatni
raz takie numery… - Matt pogroził Kurkowi palcem.
- Zobaczymy.
– roześmiał się.
– A tak w
ogóle to coś ty taka ucieszona i co masz na lewym policzku? – wskazał na moją
twarz, a chłopaki, poza Andersonem wybuchli śmiechem.
- Nie
zapominaj Matt, że twoja żona jest dalej polskim kibicem. – Łukasz położył mi
rękę na ramieniu.
Tak kończy się moja historia, aż czasem chciałoby się ten
czas zatrzymać i powiedzieć „A teraz
zaczekaj”.
I w końcu Epilog. Nie spodziewałam
się, że to opowiadanie tak Wam się spodoba. Dziękuję, że czytałyście i
wytrwałyście z moimi grymasami :) Mam nadzieję, że kolejne opowiadanie też przypadnie Wam do gustu,
chociaż już nie będzie o siatkówce, chociaż nie mówię, że o tym sporcie było to
moje ostatnie :) Jeszcze raz Wam dziękuję! :) Mała zmiana planów! I rozdział na nowym blogu prawdopodobnie nie pojawi się jutro. Przepraszam Was, za to, ale wystąpiły "małe" komplikacje.
piątek, 30 sierpnia 2013
Rozdział 16
9 miesięcy później…
Doszły mnie słuchy, że Irma urodziła
zdrowego chłopca. Z jednej strony cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło,
a z drugiej dalej jestem zawiedziona. Wszystko zaczęło się układać w logiczną
całość, kiedy pewnego dnia usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć, a w
drzwiach ujrzałam osobę, której nigdy w życiu bym się nie spodziewała. W progu
stał Ivan i paskudnie się do mnie uśmiechał.
- Witaj! –
powiedział szczerząc się niemiłosiernie.
- Czego
chcesz? Przecież nie przeteleportowałeś się tutaj, żeby mnie zobaczyć.
- Może nie,
ale masz coś co należy do mnie. – zaczynałam się coraz bardziej bać.
- Niby co? –
spytałam.
- Cały rok
byłaś zajęta, a z tego co wiem już nie jesteś. – wszedł do mieszkania.
- I co w
związku z tym? – cofnęłam się do tyłu.
- Może
wróciłabyś do Kazania. Do mnie. – schował ręce do kieszeni opierając się o ramę
drzwi.
- Do ciebie?
Wybacz, ale nie pasujemy do siebie. – uniosłam ręce w geście protestu,
natomiast on wyciągnął z kieszeni nóż. Moja mina mówiła sama za siebie.
Zatrzasnął drzwi i podszedł bliżej. Nie pozostało mi nic innego jak zamknąć się
w jednym z pokoi. Szukanie kluczy nie było teraz dobrym pomysłem, gdyż moje
ręce trzęsły się cały czas.
Z perspektywy Matt’a…
Miałem dosyć takiego życia. Życia
bez niej. Powiedziałem trenerowi, że wyjeżdżam w bardzo ważnej sprawie na dwa
dni. Ponieważ nigdy nie rezygnowałem z treningów, jak najbardziej się zgodził.
Teraz byłem już na lotnisku w Wołgogradzie i szukałem na mapie ulicy, na której
mieszkała Monika. Nie miała pojęcia, że przyjeżdżam. Miałem przy sobie dokument,
który był dowodem na to, że mały Martin nie jest moim synem. Nie mogłem pojąć,
że Irma cały czas nas oszukiwała, a szczególnie Monikę i Jurija.
Okazało się, że osiedle na którym
mieszkała moja piłkarka było całkiem niedaleko. Dotarłem tam pieszo. Pokonałem
kilka schodków i znalazłem się pod mieszkaniem Moniki. Od początku czułem, że
coś jest nie tak. Usłyszałem krzyk, a potem ciszę. Wpadłem przez drzwi, a to co
tam zobaczyłem zmroziło mi krew w żyłach.
A Monika…
- Proszę
porozmawiajmy spokojnie. – motałam się.
- Przed
chwilą nie chciałaś rozmawiać. – złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie, a
ja zamarłam. – Popatrz, tym nożem mogę wydłubać twoje śliczne oczka, a potem
odciąć paluszki. – wtedy wiedziałam, że to psychopata. Postanowiłam trochę z
nim ponegocjować.
- Co
będziesz z tego miał? – spytałam roztrzęsionym głosem.
- Zabawę. –
roześmiał się.
- Nie masz
innych pomysłów? – napomknęłam błyskotliwie, na co on parsknął jeszcze
głośniej.
- Wiesz, że
mam. – poruszył brwiami i zbliżył się jeszcze bardziej, łapiąc mnie tym razem
za plecy, a drugą ręką trzymającą nóż sięgnął do tylnej strony mojej szyi.
Odruchowo krzyknęłam, czym rozzłościłam Ivana. Poczułam, jak po moim karku
spływa krew. Zacisnęłam zęby i starałam się to wytrzymać.
- Zamknij
się, bo już nigdy nie zobaczysz Ani Matt’a, ani Irmy, ani naszego synka. – powiedział.
- Słucham?!
– zaczynałam rozumieć. – Martin… To twój syn? Dziecko Irmy… - z jednej strony
skakałam z radości, a z drugiej płakałam z własnej głupoty. Czemu nie
uwierzyłam Matt’owi. Zdawałam sprawę, że jeśli nic nie zrobię, to nie zdążę go
już nigdy przeprosić. W tej samej chwili drzwi do mieszkania gwałtownie się
otworzyły, a w progu stanął Anderson. Ivan popchnął mnie i upadłam, wyrywając z
jego ręki nóż. Usłyszałam wiązankę przekleństw, która poprzedziła dwa potężne
ciosy, które Matt wymierzył napastnikowi. Kilkanaście minut później zjawiła się
policja, a ja siedziałam bezpieczna, wtulona w ramiona mojego bohatera.
Opis jak z dobrej komedii
romantycznej, ale coś mnie podkusiło, żeby trochę zironizować ostatnie zdania J W niedzielę epilog, a w poniedziałek I rozdział „W obliczu śmierci…”.
Pozdrawiam J
czwartek, 29 sierpnia 2013
Nowe opowiadanie :)
Tak jak przepowiadałam :D tworzę nowe opowiadanie. Blog już powstał, a pierwszy rozdział dodam prawdopodobnie początkiem przyszłego tygodnia, jak skończę A teraz zaczekaj... :)
Wpadniecie? :)
http://w-obliczu-smierci.blogspot.com/
Wpadniecie? :)
http://w-obliczu-smierci.blogspot.com/
sobota, 24 sierpnia 2013
Rozdział 15
-
Żartujesz?! – krzyknęłam do słuchawki.
- Nie. To
prawda.
- O mój
boże, potrzebna ci pomoc?! Mogę zerwać kontrakt, jeśli mnie potrzebujesz! –
zapewniałam ją.
- Nie
Monika, nie przejmuj się mną. Już dość napsułam ci życie.
- O czym ty
mówisz?! Zawsze byłaś dla mnie jak siostra.
- Monia, ty
nic nie wiesz… - zaczęła płakać.
- O czym?! –
zaczął mi drżeć głos.
- To dziecko…
- zamilkła. – Jest Matt’a.
Wszystko się
we mnie zagotowało. Nie wiedziałam, co mam jej powiedzieć. To był dla mnie
cios.
- Matt’a? –
powoli wypowiedziałam już doszczętnie znienawidzone imię. – To znaczy, że dziewczyna, którą wtedy całował…
- To byłam
ja…
- I ty
robiłaś mi jeszcze nadzieje, że to wszystko się jakoś ułoży?! – krzyczałam.
- Nie
wiedziałam, że to wszystko się tak potoczy!
- Czy ty nie
miałaś biologii w szkole?! Nie wiesz skąd się dzieci biorą? – nie panowałam nad
sobą.
- Tak?!
Czyli ja mogę nie mieć żadnych uczuć. Zostawiłaś go! To była chwila słabości…
- Chwila słabości…
Nie mam zamiaru o tym z tobą rozmawiać. – rozłączyłam się i utkwiłam wzrok w
kontenerze za oknem. Nie mogłam znieść myśli, że osoba z którą wiązałam
przyszłość, potraktowała mnie gorzej niż psa! Wyciągnęłam stary telefon i
znalazłam numer Matt’a.
- Monika?!
Posłuchaj mnie proszę! – usłyszałam w słuchawce dobrze znany mi głos.
- Mam cię
słuchać?! Już dość się nasłuchałam historii o tym jak mnie zdradzałeś! – nie pohamowałam
już swojego płaczu.
- Jakich
historii! O czym ty mówisz. Kiedy widziałaś mnie z tą dziewczyną… Masz prawo
wyzywać mnie od najgorszych. Nienawidzę się za to, ale przysięgam ci, że nic
więcej między nami nie zaszło. Poznałem ją w klubie. Nie wiedziałem czy wrócisz…
Nie mogłem znieść myśli, że mogę cię stracić. Zrozum mnie, błagam…
- A o Irmie
już nie wspomnisz?! Gratulację, bo z tego co wiem, to za dziewięć miesięcy
zostaniesz tatą!
- Co ty… To
jest niemożliwe!
-
Niemożliwe?! Proszę cię… Nie mów, że i tobie mam tłumaczyć skąd się biorą
dzieci…
- Ale
Monika, kto ci naopowiadał tych bzdur! Z Irmą widziałem się może dwa razy i to
podczas jej meczy! Przysięgam, że nie miałem z nią nic wspólnego!
- Miałaby
mnie okłamać najlepsza przyjaciółka?! Daruj sobie!
- To prawda!
Widziałem ostatnio Irmę z tym waszym znajomym fotografem! Jak mam ci udowodnić,
że nadal cię kocham?!
- Jak? Ty
nie możesz mi już tego udowodnić, bo tak nie jest… - wyrwałam z siebie te słowa,
chociaż dobrze wiedziałam, że były szczerym kłamstwem.
- A ty?
Czujesz jeszcze coś do mnie? Powiedz mi, że nic, to cię zostawię. Nie będę
dzwonił i pisał.
- Ja… -
zaczęłam, czując, że trzy litery nie przejdą mi przez gardło. – Nie mogę… -
zakończyłam połączenie i rzuciłam się na łóżko. Wpadłam w histerię.
Zaczęłam głośno
i nieprzerwalnie płakać. Po piętnastu minutach, moja poduszka stała się mokra
od łez. Poszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Moje oczy były napuchnięte,
a cera blada jak u nieboszczyka. Wzięłam ostrze z nowej golarki, którą znalazłam
w kosmetyczce i po prostu zaczęłam bawić się w rzeźbiarza, jednak nie w
kamieniu, a w skórze lewej ręki. Nie miałam zamiaru się zabijać. Bo po co? Nikt
nie zwróciłby nawet na to uwagi. Ludzie zazwyczaj odbierają sobie życie, żeby inni
pomyśleli, jak bardzo ich skrzywdzili. Ja nie miałam już nikogo. Nikt nie
miałby przeze mnie wyrzutów sumienia, a poza tym po co odbierać innym życie,
jeśli moje jest już doszczętnie zniszczone. Gdy na podłodze było już pełno krwi
pomieszanej ze łzami, wzięłam do ręki tabletki na depresję, które miałam w
szafce i zaczęłam je połykać. Na trzeciej skończyłam. Nie dlatego, ze straciłam
przytomność. Po prostu się opamiętałam. Z pozoru, gdy ludzie na mnie patrzą,
widzą człowieka silnego, twardego, ścianę nie do przebicia, jednak ci, którzy
znają mnie od środka, wiedzą, że jestem jak gąbka, która chłonie wszystko, co
mnie rani, a nic co potrafi ucieszyć. Z trudem się podniosłam i poszłam do
salonu. Powiedziałam sobie, że na tym świat się nie kończy. Włączyłam muzykę, a
dokładniej heavy metal na cały regulator i siedziałam na poduszce, pijąc gorące
kakao, które pierwszy raz w życiu mi nie smakowało.
Krótki rozdział, ale uwierzcie, że
takie sceny bardzo ciężko się opisuje J Niestety, powoli zbliżamy się ku końcowi tego opowiadania, ale jeszcze
do epilogu pozostało trochę rozdziałów J Kolejne opowiadanie właśnie
powstaje. Komentujcie!
piątek, 23 sierpnia 2013
Mam do Was pytanie!
Pod wpływem nagłego natchnienia i impulsu zaczęłam pisać opowiadanie, całkiem z innej beczki, mianowicie na tle historycznym, ale naturalnie przygodowe z głównym wątkiem romantycznym. Nie wiem, czy jest sens zakładać nowego bloga, jak skończę "A teraz zaczekaj...", jeśli nikt nie będzie go czytał, dlatego walcie z grubej rury, czy czytałybyście coś takiego. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)